Strona główna » Aktualności » Jeleński: album rodzinne

Jeleński: album rodzinne

zdjęcie: gruba książka leży ukosem na szarym tle w studiu fotograficznym. na okładce duży napis blok notres

„Dzieje narodów – pisze Czesław Miłosz w Ziemi Ulro – mają swoje misteria – należy do nich powołanie polskiego słowa, pisanego po różnych zagranicach”. I dzięki Bogu! Kim byśmy dziś byli bez tego tuzina najlepszych twórców emigracyjnych, bez Instytutu Literackiego w Maisons-Laffitte, bez „Kultury”, bez Jerzego Giedroycia i jego ekipy, bez „Wiadomości” Mieczysława Grydzewskiego. Niezależnie od okoliczności politycznych, które zmuszały do emigracji, dobrze się stało, że pisarze polscy, malarze, kompozytorzy, rzeźbiarze nie wyznają kultu gniazda, że nakaz tworzenia jest w nich silniejszy i ważniejszy niż nostalgia.

Kiedy w połowie lat siedemdziesiątych czytałem Dziennik Gombrowicza, natknąłem się na nazwisko Konstantego A. Jeleńskiego, które nic mi nie mówiło. Potem w eseju Wojciecha Karpińskiego przeczytałem zdanie: „Ambasador kultury polskiej na Zachodzie. Jego zasług w tej dziedzinie przecenić nie sposób. Także informator polskich czytelników o życiu umysłowym Europy. A dzięki złączeniu obu perspektyw wyjątkowo przenikliwy krytyk literatury polskiej. I świetny pisarz” (esej Szkice Jeleńskiego w Książkach zbójeckich).

Jeleński pozostał mistrzem form zwięzłych: eseju, listu, recenzji, artykułu krytycznoliterackiego, noty. W jednym z listów do Jerzego Giedroycia donosi, że właśnie obejrzał tryptyk Grünewalda w Isenheim i na kanwie tego doświadczenia napisze powieść. Dzieło to nigdy nie powstało, do form dłuższych Jeleński najwyraźniej nie miał cierpliwości. Nigdy też nie zdobył się na wydanie zbioru swoich esejów. Książka taka ujrzała światło dzienne dzięki Piotrowi Kłoczowskiemu, który w roku 1981 wydał w podziemnym wydawnictwie „Kos” dwutomowy wybór tekstów Jeleńskiego pt. Zbiegi okoliczności. W następnym roku edycja ta została powtórzona w Instytucie Literackim w Paryżu. Kłoczowski wydał później wybór pism pt. Chwile oderwane (2007, 2010). Wojciech Karpiński opublikował zbiór Szkice (1990), opracował dwa tomy epistolarne: Listy 1950–1987 (wybór korespondencji z Giedroyciem, 1995), Listy z Korsyki do Józefa Czapskiego (2003). W najnowszym „Blok-Notesie” (2021, t. 17) publikujemy korespondencję rodzinną pisarza.

W roku 2022 przypada setna rocznica urodzin Konstantego Aleksandra Jeleńskiego. W latach 2018-2021 ukazały się trzy książki związane z pisarzem: tegoż wznowienie Zbiegów okoliczności, które opracował, wstępem i posłowiem opatrzył Wojciech Karpiński (seria W kręgu paryskiej „Kultury”. Institut Littéraire – Instytut Książki; Paryż – Kraków); Anny Arno Kot. Opowieść o Konstantym A. Jeleńskim (Wydawnictwo Iskry, Warszawa); i nowy tom „Blok-Notesu” Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza poświęcony autorowi Zbiegów okoliczności, dedykowany pamięci Wojciecha Karpińskiego, zmarłego w roku 2020.

„Blok-Notes”, oprócz innych materiałów, przynosi dwa, liczące ponad trzysta stron druku, bloki korespondencji pisarza: z ojcem, Konstantym Jeleńskim, (z lat 1940-1955, w opracowaniu piszącego te słowa) i z matką, Reną Jeleńską (z lat 1952-1959, w wyborze i opracowaniu Agnieszki Papieskiej). Obydwa zespoły przechowywane są zbiorach Muzeum Literatury. Poznajemy więc Jeleńskiego w wieku osiemnastu lat. W roku 1939 zrobił maturę w gimnazjum w Rydzynie. Nie wiadomo, jak by wyglądała dalsza edukacja pisarza, w każdym razie z pedagogami elitarnej szkoły rydzyńskiej nie znalazł wspólnego języka. Dyrektor tego zakładu poprosił matkę Kota, żeby go zabrała. „My, proszę pani, staramy się hodować, powiedzmy, białe kury, a pani kurczę jest czarne, bardzo rasowe, ale czarne”.

Jakoś nie widzę Kota na żadnym z polskich uniwersytetów, gdzie panoszyli się faszyści z ONR-u, tygodniami nie było wykładów, bo nacjonaliści uzbrojeni w pałki i kastety, urządzali polowania na studentki i studentów „gorszego sortu”. Jak odnalazłby się w audytorium, w którym obowiązywało getto ławkowe. Wojna uwolniła Jeleńskiego od konieczności decyzji. Studia odbył na uniwersytetach angielskich: w Edynburgu i w Oxfordzie.

Konstanty Aleksander wyjechał z okupowanej Warszawy z matką w grudniu 1939 roku do Rzymu. Dwa miesiące wcześniej opuścił Polskę jego ojciec, Konstanty Jeleński, emerytowany pracownik służby konsularnej. Żadne z nich nie miało do kraju wrócić. Zwyczajne losy egzulów. W Rzymie został sekretarzem ambasadora Wieniawa-Długoszowskiego. Europa wrzała, a on zastawiał stół na śniadania dyplomatyczne, cenzurował listy urzę­d­ników, odpowiadał na życzenia świąteczne dla ekscelencji ambasadora. Nie do wytrzymania nawet na krótką metę. Jedyna korzyść z tych rzymskich miesięcy to język włoski, który Kot opanował błyskawicznie.

W Rzymie znalazł się w pułapce, sam na sam z matką, która nie chciała przyjąć do wiadomości, że między nią a synem istnieje granica, której bez pozwolenia drugiej osoby przekraczać nie wolno. Matka zdecydowała, że syn podczas wojny pozostanie przy niej. Już w Polsce postarała się o właściwy werdykt komisji wojskowej, ale po wybuchu wojny postanowiła ten manewr powtórzyć. Kot podczas wizyty u lekarza zorientował się, że jest marionetką w rękach starszych i zerwał ten żenujący spektakl. Wiosną 1940 roku wyjechał do Francji i wstąpił do armii polskiej, która odtwarzała się po klęsce wrześniowej 1939 roku. Przywdział mundur z dwóch powodów: wojna z hitlerowskimi Niemcami była wojną w obronie bliskich Kotowi wartości liberalnych i należało wziąć w niej udział; wstąpienie do wojska przypieczętowało jego osobistą autonomię.

Rena była matką nadopiekuńczą, przekonaną, że dysponuje jedynie właściwym scenariuszem życia syna, że wie, co dla niego jest dobre. Był przekonany, że nigdy nie zaakceptowała jego homoseksualizmu). Ale Konstanty z nadopiekuńczością matki nigdy się nie pogodził. Wiedział, że jedno ustępstwo pociągnie za sobą następne, że o żadnym kompromisie nie ma mowy może mieć dla niego katastrofalne skutki; życie, które będzie wiódł, nie będzie jego życiem, będzie niczyje.

„Chodzi mi o to – pisał do matki w liście z 15 lipca 1955 roku – że dopiero od czasu wyjazdu do Paryża [gdzie otrzymał pracę w Kongresie Wolności Kultury] czuję się wolniejszy, swobodniejszy, mniej nękany obsesjami, smutkiem, poczuciem pustki i winy. Daruj mi, że Ci to powiem szczerze – ale mówiłem Ci to już dawniej i trzeba to powtórzyć, żeby usunąć wiele nieporozumień – od czasu Neapolu byłem zdecydowany, żeby już nigdy z Tobą nie mieszkać. Mówiłem Ci to często w Neapolu, co Cię zawsze martwiło. Ale niestety tak jest. Nasze charaktery (czy głębokie cechy psychiczne) są niestety w wielu rzeczach bardzo podobne. Intensywność naszego stosunku z jednej strony, a z drugiej zrozumiała, ale bardzo uciążliwa dążność Twoja do «kierowania» moim życiem, począwszy od najdrobniejszych szczegółów (mycie, ubranie, jedzenie, zdrowie) aż do ważniejszych («le qu’en dira-t-on», opinia ludzka, moja reputacja, moja «kariera» itd.) – to wszystko w codziennym pożyciu irytowało mnie niesłychanie. Nie powtarzaj mi, błagam Ciebie, że «żadna matka by nie…», że «każda matka by…» – to są może argumenty obiektywne i może całkiem słuszne w stosunku do «każdego syna» – ale dla mnie subiektywnie one nie mogą być przekonywające, ponieważ to wszystko mnie doprowadzało do stałego zdenerwowania. Nie zrozum tego jako wyrzut czy stwierdzenie, że byłem z Tobą «nieszczęśliwy». Przeciwnie – moja wielka czułość w stosunku do Ciebie i to, że tak często czułem się z Tobą tak intymnie i tak dobrze – to właśnie komplikowało moją reakcję na Twój stosunek do mnie i do mojego życia. Zbyt Cię kochałem na to, by móc Cię często ranić oporem. A nie opierając się, stawałem się jeszcze bardziej nerwowy i nieszczęśliwy. Nie ma w tym ani Twojej «winy», ani mojej. Po prostu pewna psychologiczna sytuacja”.

Korespondencja Jeleńskiego z matką zajmuje dwieście stron nowego tomu „Blok-Notesu Muzeum Literatury”. Jest to fascynująca lektura. Pisarz, jak wiadomo, nie pozostawił autobiografii, ale jego listy do pani Reny w pewnej mierze mogą nam ją zastąpić. Listy, dzienniki, pisma autobiograficzne pisarek i pisarzy są świadectwami ich życia intymnego, ale jednocześnie często należą do ich spuścizny artystycznej. Przynależność do sfery prywatnej prowokuje odruch cenzurowania. Edytor zadaje sobie pytanie: czy autor chciałby ujawnić to, co sam napisał w listach, względnie to, co napisano w listach adresowanych do niego. W przypadku listów Jeleńskiego edytorzy mieli niemą zgodę autora na publikację. Pisarz przechował listy, jeżeli dokonał jakiejś selekcji, to chyba niewielkiej. Nie wątpię, że w niedalekiej przyszłości cała zachowana korespondencja rodzinna Konstantego Aleksandra Jeleńskiego zostanie wydana.

Andrzej Stanisław Kowalczyk
Dział Rękopisów Muzeum Literatury

Fot. Maciek Bociański / Muzeum Literatury