Strona główna » Aktualności » Maria Dąbrowska o odzyskaniu niepodległości

Maria Dąbrowska o odzyskaniu niepodległości

zdjęcie: czarnobiały portret Marii Dąbrowskiej, bliski kadr, kobieta w średnim wieku, włosy ścięte w krótką grzywkę, pisarka spogląda w bok

11 listopada świętowaliśmy 103 rocznicę odzyskania niepodległości.  Opis tego pamiętnego dnia pozostawiła pisarka Maria Dąbrowska  w swoich Dziennikach. Przytaczamy go dzisiaj w całości.

Powitanie Józefa Piłsudskiego po powrocie z Magdeburga. L’Illustration z 8marca 1919 r.

Maria Dąbrowska, Dzienniki

11.XI.[1918] Poniedziałek

W nocy strzelanina. Rano od wczesnej godziny rozbrajanie oficerów niemieckich na wszystkich rogach ulic. Ale rozbrajanie nie tylko milicja, lecz i tłum, masa broni dostaje się na pewno esdekom, a nawet po prostu opryszkom. Przez cały dzień odbieranie od Niemców majątku wojskowego i przejmowanie władz cywilnych. Przez cały dzień na ulicach tłumy. Ruch tramwajowy normalny. Wszędzie samochody z naszymi żołnierzami. Piłsudski rozczarował mnie. Witany przez tłum, powiedział z balkonu, że jest chory na gardło. Cóż to w takiej chwili, w takiej chwili może kogo obchodzić. (A teraz mi się to właśnie podoba. Dopisek z maja r. 1943)

W wielu względach czuję się bardziej ancien regime niż należąca do tego nadchodzącego świata. Mimo wszystko tak w Rosji jak w Niemczech, zwycięża teraz nie ideał ludowy, ale materializm nad wszelkimi postaciami ducha. Narody wczorajszego pokroju wolałyby zginąć niż przyjąć tak upadlające warunki, jakie koalicja narzuciła Niemcom, ale lud, dążący do „nowego życia” płaszczy się z pokorą i przyjmuje. Więcej we mnie zrozumienia dla tych marynarzy z Kilonii, którzy postanowili rozejmu nie przyjąć i całemu światu rzucić rękawicę, idąc na beznadziejną bitwę morzu, niż dla tych, którzy są awangardą rewolucji. Ha, z tego jednak wyjdzie idea i częsta piękność, ale w danej chwili będzie chodziło przede wszystkim o brzuchy.

Komendantem Warszawy został mianowany Minkiewicz (Fiut). To zdaje się dobrze. Już jest w Warszawie niemiecka rada żołnierzy, która porozumiewa się z Piłsudskim. Wielu żołnierzy chodzi z czerwonymi znakami, inni, pewnie Polacy, z biało-amarantowymi kokardami u czapek. W tym wszystkim wstaje Polska. I nikt nie widzi, jak jest piękna. Nikt nie spostrzega w tym zgiełku.