Tuwim w Warszawie
Oddział: , Dodano: 12 grudnia 2013

„Czyż nie jest to najdziwniejsze i najpiękniejsze miasto na świecie?” – twierdził autor Kwiatów polskich. Miał na myśli nie Łódź, tylko… Warszawę. O tym, gdzie można znaleźć potwierdzenie tych słów i o warszawskich adresach poety pisze Barbara Riss.

Jakże często podkreśla się łódzkie korzenie i zaznacza ślady obecności poety w jego rodzinnym mieście. Na ul. Piotrkowskiej w 1999 roku stanęła nawet „ławeczka Tuwima” z odlaną w brązie sylwetką siedzącego na niej autora Kwiatów polskich (rzeźba Wojciecha Gryniewicza). Pomnik błyskawicznie wpisał się w pejzaż miasta. W Łodzi, policzmy, Tuwim spędził nieco ponad 20 pierwszych, najwcześniejszych lat, w Warszawie zaś 26 – do wojny i jeszcze 7 – po powrocie z tułaczki i emigracji (wrzesień 1939- lipiec 1946), łącznie 33. To niemal całe dojrzałe życie. Tu zadebiutował wierszem wydrukowanym w „Kurierze Warszawskim” na półtora roku przed wybuchem I wojny światowej i wydał pierwszy zbiór wierszy – gdy ta zbliżała się do końca. Tu mieszkając, stał się poetą znanym i uznanym, żyjącym z pióra zawodowym literatem.

Najpierw oglądał Warszawę oczyma dziecka, gdy z matką przyjeżdżał na wizyty lekarskie, może łączone z odwiedzinami krewnych. Adela Tuwimowa rozpaczliwie szukała pomocy w związku ze znamieniem na Julka policzku, ale i medycy warszawscy bezradnie rozkładali ręce. Podróż do Berlina też nic nie dała. Potem zjawił się w Warszawie, aby zapisać się na otworzony mimo trwającej wojny Uniwersytet (w pół wieku po zamknięciu go przez władze rosyjskie). Był to rok 1916, w mieście stacjonowały jeszcze oddziały niemieckie, a na frontach toczyły się walki, więc „normalność” codziennego życia była krucha i wiele spraw, których świadkiem stały się warszawskiej ulice, odciągały od nauki. Jako student, młody poeta mieszkał trochę u krewnych, potem w wynajmowanych pokojach: przy ul. Przeskok 4, następnie Foksal 17 (wówczas Pierackiego) i Kaliksta 17 (dziś Śniadeckich).

2a

2b

Sentyment do stolicy nie był u Tuwima uczuciem od pierwszego wejrzenia. Wspominając swą młodość (w Kwiatach polskich), poeta wyraźnie zaznaczył:

„Nie miałem serca dla Warszawy,
Gdy opuszczałem miasto Łódź.”

Jednak gdy po siedmiu latach narzeczeństwa 30 kwietnia 1919 roku poślubił w Łodzi, pod baldachimem, piękną pannę Stefę Marchew z Tomaszowa, młodzi małżonkowie zdecydowali o zamieszkaniu w stolicy. Na czas jakiś znaleźli schronienie (od maja) przy ul. Królewskiej 41, u dra Stanisława Krukowskiego, wuja Juliana, nim wprowadzili się do czteropokojowego mieszkania przy ul. Chłodnej 6 – na całe 10 lat. W maju 1929 wynajęli również czteropokojowe, ale z wejściem przez podwórko i na parterze, z oknami zabezpieczonymi kratami, dość ponure w sumie mieszkanie przy ul. Czerniakowskiej 184. W tym okresie poeta dużo chorował, popadał w depresje, ulegał atakom ujawniającej się z dużą siłą choroby zwanej agorafobia. Tygodniami nie wychodził, dodatkowo zniechęcony napaściami na łamach prasy, choć bywało i nieprzyjemnie w miejscach publicznych, nawet podczas wieczorów literackich.

3a

3b

Przy ul. Chłodnej mieszkali Tuwimowie do 1931, może 1932 roku. Potem jeszcze przenieśli się na ul. Wawelską 70, róg Glogera (1932-1933), nim w 1934 roku osiedli przy ul. Mazowieckiej 7 (niemal naprzeciw „Małej Ziemiańskiej” i Oficyny Jakuba Mortkowicza, mieszczących się w tej samej kamienicy przy Mazowieckiej pod n-rem 12. W sąsiedniej, pod n-rem 14 mieściła się restauracja „U Wróbla”. A kolejne wydawnictwo, z którym współpracował, „Rój” Wańkowicza i Kistnera, miało swój lokal na rogu, przy Kredytowej 1). Mieszkanie Tuwimów było na pierwszym piętrze, liczyło 5 pokojów. Jeden z nich całkowicie wypełniły książki, ponad 20 tysięcy tomów. Zgromadzone przez poetę archiwum literackie też było niemałe. Prawie wszystko przepadło już w pierwszych dniach wojny. 5 września 1939 roku Tuwimowie opuścili miasto z bagażem, jaki mogło pomieścić osobowe auto (opłacona taksówka?), którym zabrali się razem z Grydzewskim i małżeństwem Słonimskich. W walizie zakopanej w piwnicach domu przy Złotej 8 (tu mieściła się redakcja „Wiadomości Literackich”) przetrwała jedynie część złożonych w niej materiałów. Z ruin przy ul. Mazowieckiej ktoś wygrzebał tylko i zwrócił potem poecie albumik matki, w który Adela Tuwimowa wkleiła niegdyś nieco wycinków z gazet, poświadczających synowski sukces.

Po wojnie Tuwimowie zjawili się w Warszawie 11 czerwca 1946, w trzy dni po powitaniach w Gdyni. Przylecieli do stolicy wojskowym samolotem (nie było przecież jeszcze regularnych lotów rejsowych dla cywilów), też witani z honorami. Czekało na nich trzypokojowe mieszkanie (plus tzw. służbówka), z tarasem, na V piętrze kamienicy przy ul. Wiejskiej 14 (wówczas jeszcze I. Daszyńskiego), przydzielonej koncernowi wydawniczemu „Czytelnik”. To jego szef, Jerzy Borejsza, który ściągał poetę do kraju, wszystko załatwił, nawet poniemieckie meble, zarekwirowane we Wrocławiu. Nie był to jednak ostatni warszawski adres Tuwima. 3 stycznia 1952 roku autor Kwiatów polskich przeprowadził się na Nowy Świat 25. Dysponował już wówczas letnim domem w Aninie przy ul. Poniatowskiego 18, tam poeta przewiózł dużą część gromadzonej na nowo biblioteki, która rozrastała się błyskawicznie.

„Warszawa Tuwima” to przestrzeń wyznaczana nie tylko przez kolejne miejsca zamieszkania poety. To także adresy, pod którymi bywał; redakcje i wydawnictwa, sale, w których odbywały się wieczory literackie. To kolejne teatry, teatrzyki, rewie i kabarety, z którymi współpracował jako tekściarz. I te, w których bywał jako widz. Rozmaite modne lokale „gastronomiczne”, gdzie również toczyło się życie artystyczne, towarzyskie… i uczuciowe. Tuwim był tam w swoim żywiole. Przypomnę część z nich – w osobnym aneksie.

Gros owych miejsc, zdarzeń i adresów współtworzy barwną legendę międzywojnia. Z tej Warszawy obrazem pod powiekami ruszył poeta na wojenną tułaczkę, podczas której co i rusz, pisząc Kwiaty polskie, wspominał to polski bez – „jak pachniał w maju/ w Alejach i w Ogrodzie Saskim”, „z zarośli przy Teatrze Letnim” i „znad ogrodzeń wzdłuż Królewskiej” – to ryby „w kramach na rogu Mokotowskiej i Hożej”. Przejmującym informacjom docierającym z kraju za Ocean trudno było dać wiary, a nawiązania do mitologii czy Biblii nasuwały się choćby ze względu na domniemaną skalę wydarzeń. Pisał zatem Tuwim:

„Warszawa – Troja bohaterska
I Jeruzalem, której murom
Śpiewają, płacząc, dwa narody
Jednej niedoli pieśń ponurą”…

Po powrocie poeta przeżył szok: wypalone mury, sterty gruzów były na wyciągnięcie ręki. Ponoć mówił, że powinien stale je mieć przed oczyma (mimo paraliżującego wpływu), skoro tutaj nie był, gdy miasto ginęło.

4

Istnieje taka karykatura poety, naszkicowana przez zaprzyjaźnionego z nim Jerzego Zarubę. Ceniony humorysta, satyryk i „bywalec”, znał niemal wszystkich i współpracował z prawie z wszystkimi pismami przed, jak i po wojnie. Był niemal rówieśnikiem Tuwima (ale zmarł dopiero w 1971 roku). Obaj do międzywojennej Warszawy zachowali wielki sentyment. I obaj dostrzegali tragizm w losie miasta, które powinno przecież „zaświecić kiedyś mitem astralnym”, a ma „zostać wymarłym kraterem,/ Kraterem wulkanu do cna wykrwawionym”. W rysunek Zaruby jest wpisana cała anegdota: dwóch panów patrzy na wskrzeszane z ruin, widocznych w tle, „parterowe” miasto. Ten w głębi przypomina sylwetką grafika, stojący bliżej ma charakterystyczny profil Tuwima, coś mówi z uniesioną ręką. Jakby chciał

„W patos jambiczny zestroić słowa
Że nowy wstanie gród z rumowisk…”

To  cytat, jak i wcześniej przywołane, z utworu Ab urbe condita. W wiersz jest wpleciona opowieść o drobnym zdarzeniu

„Na rogu Ruin i Kresu
Na rogu gruzów i Śmierci,
Na rogu Zwalisk i Zgrozy…”

Mamy to samo miejsce „akcji”, na rysunku nie ma jednak przekupki w kraciastą chustę zakutanej, która już w dzień po wyjściu Niemców z Warszawy miała sprzedawać na owym skrzyżowaniu, a chodzi o róg Marszałkowskiej i Alei Jerozolimskich, gorącą „hierbatę” i ciasto pierwszym wracającym mieszkańcom. Gdy tekst z początkiem 1949 roku opublikował  tygodnik „Odrodzenie”, ów symbol odradzającego się jak „ziele na kraterze” (to z kolei metafora M. Wańkowicza) życia w unicestwionym mieście, wzruszający dla poety, potraktowano jako pochwałę prywatnej inicjatywy i sprytu drobnomieszczaństwa – okrzykniętych właśnie wrogami nowego ładu społecznego. I choć retoryka socrealizmu, rygorystycznie wówczas wprowadzanego do literatury, odcisnęła wyraźne piętno na drugiej części Ab urbe condita, uznano wiersz za niepoprawny ideologicznie. Wiersz, w którym poeta upomina się o hołd dla stolicy i sam go składa:

„Sława królowej w koronie ruin,
Której na imię po prostu: Warszawa!”

Rysunek Zaruby nakleił Tuwim na większą kartkę, po czym został on oprawiony w ramkę i powieszony na ścianie. Wcześniej jednak na owej kartce poeta dopisał:

5

Barbara Riss

Ilustracje – ze zbiorów Muzeum Literatury. Portret Juliana Tuwima zapowiadający materiał  mal. Zygmunt Menkes (1931).

Słowa kluczowe: , ,

Komentarze
  • Nikodem 17 czerwca 2015

    Jeżeli Tuwim mieszkał przy ul. Foksal jako student, to nazywała się ona właśnie Foksal, bo nazwa Pierackiego funkcjonowała jedynie od 1934 (tj. po śmierci ministra Pierackiego) do 1939 roku.

  • Dodaj komentarz:

    Przed dodaniem komentarza prosimy o przepisanie słów z obrazka (zabezpieczenie przed spamem).

     
    Copyright © 2010-2017 Muzeum Literatury | Cennik | Cookies | Logotyp ML | Przetargi i zamówienia publiczne | BIP