Tuwim i Stefania – „legenda tych lat”…
Oddział: , Dodano: 13 kwietnia 2013

Niezależnie od innych zasług, autor Kwiatów polskich zdobył sobie czytelników wierszami o miłości – napisałam niedawno. Może stąd to się wzięło, iż nie pisał o niej jak o abstrakcie: i jemu miłość niejeden raz w życiu przydała skrzydeł. Ale wyłącznie Stefanię piękną jak Madonna uczynił „legendą tych lat miłości pełnych”, „lat chłopięcych”, idealizując potężnie swoje uczucie – pisze Barbara Riss.

Tuwim swoją przyszłą żonę wypatrzył w dorożce sunącej Pietryną – jak w jego rodzinnej Łodzi nazywano główną ulicę Piotrkowską. „Ranyjulek” był ponoć bardzo kochliwy w młodości: „panniarz, że coś strasznego”. I niejeden już kajet ten gimnazjalista zapisał wierszami – własnymi oraz tłumaczeniami na… esperanto lirykami modnych autorów (jak Leopold Staff) – gdy zjawiła się ta miłość największa „co o życiu całym zadecydowała”.

Stało się to w roku 1912. Pomógł kolega, przedstawiając Julka pannie Stefie Marchwównie z Tomaszowa. Gdy po pięciu dniach odjechała, Julek zaczął żyć wypatrując powozu z Tomaszowa, pisząc żarliwe listy, pełne miłosnych „bluźnierstw”, których początkowo nawet nie wysyłał. I układając wiersze, z których niejeden był jak… list, oczywiście miłosny. Jako modny już poeta złożył z nich zbiór Siódma jesień (z jego wydaniem ociągał się do 1922 roku). Skąd taki tytuł? Bo po siedmiu latach od zakochania się mógł wreszcie „pretendent na męża” pięknej Stefie powiedzieć: „Ty jesteś moją żoną”. Nostalgiczne Wspomnienie, zaczynające się od słów „Mimozami jesień się zaczyna…”, któremu nowego blasku przydała wokalna interpretacja Czesława Niemena (z muzyką Marka Sarta) i Przy okrągłym stole czyli popularny Tomaszów – z piosenki Ewy Demarczyk i Zygmunta Koniecznego, to właśnie najpiękniejsze liryki z tomu Siódma jesień. Tak to uczucie młodemu poecie „smętkiem rzewnym duszę rozśpiewało”.

Gdy Tuwim jako Oldlen wypuszczał w świat – z muzyką Henryka Warsa – kolejny tekst ułożony dla Hanki Ordonówny, nad tytułem Miłość ci wszystko wybaczy… dopisał słowa „Piosenka stara jak świat”. I śpiewała Ordonka tę piosenkę w kabarecie „Qui pro Quo”, we własnych rewiach, a w 1928 roku także w filmowej komedii Szpieg w masce, w której zagrała główną, tytułową rolę. To był chyba jej największy przebój. Ale… nie zaistniałby, gdyby nie Tuwima podziw dla opery, wyniesiony z dzieciństwa, z rodzinnego domu. Poeta miał w pamięci włoskie arie Verdiego, nucone niegdyś przez ojca, i opowieść matki po powrocie z teatru. Wróciła przejęta śmiercią najnieszczęśliwszej z kochanych i kochających kobiet, Violetty. To była oczywiście La Traviata, z historią Damy kameliowej Aleksandra Dumas-syna.

Uznana za operę wszechczasów, bo jej tematem tylko z pozoru jest krytyka „życia kurtyzany”, a w istocie MIŁOŚĆ. Miłość wielka, czysta i żarliwa, przy tym przeklęta i zniszczona przez konwencje, obłudnych ludzi – TA JEDYNA, dla której warto poświęcić wszystko, bo… „miłość wszystko wybaczy”, jak ujął rzecz librecista Verdiego, poeta Francesco Piave. W 1924 roku w Warszawie Violettę śpiewała Ada Sari, a wkrótce po niej Stanisława Korwin-Szymanowska, siostra kompozytora. Poeta je podziwiał, gorąco oklaskiwał i… w cytat z Traviaty tchnął nowe życie, nasycił zmysłowością „szalonych lat dwudziestych”. Młody Tuwim łatwo ulegał nastrojom układając piosenki i wspominając „te dni utracone” – jak „sen złotowłosej dziewczynki” lub „mgła legendarnych perfum”. To cytaty z prozy poetyckiej Legenda Aurea. Umieszczona w tomie Sokrates tańczący z 1920 roku, wzbogaciła także zbiór Siódma jesień. Pisał ją jeszcze – rzec można – marzyciel i „wylękniony bluźnierca”. Ostry erotyk umieszczony pod koniec drugiego z wymienionych tomów to już dziełko profesjonalnego literata, który szykuje się, by wyważyć drzwi – do nowoczesności.

Już Sokratesa… Tuwim zadedykował: „Żonie”. Z kolei dedykując Stefanii zbiór Siódma jesień posłużył się cytatem z utworu przyjaciela-skamandryty Jana Lechonia:

Nie ma ziemi i nieba, otchłani i piekła,
Jest tylko Beatrycze…

Zostanie więc Stefania muzą, wywyższona przez odwołanie do Dantego Boskiej komedii, i powierniczką spleenów męża. Tuwim bywał zaskakująco szczery w swoich wierszach, wyrażały jego własne pragnienia i obsesje. Potwierdzają to nie opublikowane w większości, a przechowywane od lat w naszym Muzeum prywatne listy poety. Gdy Tuwim zaczął dobrze zarabiać, będąc profesjonalnym literatem, modnym satyrykiem i kabareciarzem, zerwał z młodopolską, sentymentalną stylistyką Siódmej jesieni. Objawiała się ona później już tylko w piosenkach, z których „Pokoik na Hożej” jest mniej znaną. Ale z nokturnowych nastrojów i impresji utkanych liryków Rzuciłbym to wszystko, Przy oknie i Przy okrągłym stole żadne nowe („nowoczesne” – ?) wiersze i piosenki – nie potrafią nam zastąpić. Bowiem tylko ktoś taki jak Tuwim, wyrosły wśród ponurych kamienic Łodzi, potem mieszkaniec gwarnej stolicy i bywalec modnych lokali, mógł docenić urok prowincji, sennych i cichych miasteczek zagubionych jakby na krańcach współczesnego świata z jego harmiderem i nerwowym rytmem życia: Sieradza, Kutna, Inowłodza nad Pilicą, gdzie poeta spędzał wakacje w dzieciństwie. I Tomaszowa, skąd pochodziła jego Beatrycze.

Ślub wzięli 30 kwietnia 1919 roku w Łodzi, pod baldachimem. Uroczystości weselne odbyły się w domu stryja Stefy przy ul. Krótkiej. Przyjęcie dla przyjaciół – poetów, w którym uczestniczył także Leopold Staff, mistrz Tuwima, odbyło się jednak w Warszawie, w pewnej knajpie przy Marszałkowskiej, róg Siennej, zwanej Mordownią. Ciepło, z podziwem dla urody żony przyjaciela, opisał je po latach Jarosław Iwaszkiewicz.

W związku Tuwimów to Stefania była stroną zdecydowanie „bliższą życia” – och, ci Poeci! I choć autora „Siódmej jesieni” porwała na czas pewien gwiazda operetki i kabaretu, Lena Żelichowska (wtedy Tuwim napisał piosenkę Nasza jest noc… i poza nią nie mamy nic) – Stefania zwycięży, zawsze:
„najbliższa –
i najdalsza –
i najdalsza”.

Świadczy o tym słynny Grande Valse Brillante z poematu Kwiaty polskie, pisany podczas wojennej tułaczki Tuwimów (jakże przydała się wówczas zaradność żony poety). Odczytać z niego można zaskakującą, bo niezwykle gorzką i ironiczną ocenę ich związku. Znów mamy historię z kluczem…

[Stefania w pluszowej ramie], mal. Z. Czermański, 1939/Tuwim, karykatura A. Wasilewskiego, ok. 1930

Jest bowiem walc Chopina – a Tuwima „uwielbienie dla Chopina wciąż rosło”, od dzieciństwa – pod identycznym tytułem (As -dur op. 42). Skomponowany równo sto lat wcześniej, gdy muzyk i George Sand stanowili słynną parę w romantycznym Paryżu. Walc jest dość dziwny – zwrócił na to niegdyś uwagę muzykolog i znawca Chopina prof. Mieczysław Tomaszewski, bo obie ręce pianisty zaczynają grę wprawdzie jednocześnie, lecz każda w innym rytmie – jakby o sobie nie wiedząc. Lewa w takcie na trzy, prawa na dwie czwarte… Jedynie co jakiś czas spotykają się zgodnie, by „wzlecieć… w najwyższe rejestry klawiatury”. Czyżby już w 1840 roku coś się rozstrajało w idylli kochanków z Majorki?

O czym myślał słuchając tego walca (także za Oceanem) autor Siódmej jesieni? Część młodzieńczych listów i erotyków Tuwima sygnalizuje, że nie zawsze piękna Stefa była przychylna poecie. A w latach trzydziestych plotkowano i o admirowaniu jej osoby przez płk. Wieniawę, chętnie przysiadającego się do stolika skamandrytów na pięterku Cukierni Mała Ziemiańska. Ponoć Stefania zniszczyła później część rękopisów mężowskich, zachowując najbardziej sentymentalne, czułe i „ogromne sercem”. Mimo rozmaitych skrótów i zmian wprowadzanych do ostatecznej wersji Kwiatów polskich, ostała się w druku strofa sfinalizowana słowami „(…)wiarołomna madonno”. Odnaleźć je łatwo, wystarczy przeczytać Grande Valse Brillante do końca – to Demarczyk skazała ów fragment na zapomnienie.

Wychodziła panna Stefa za mąż już za wziętego, nieźle zarabiającego literata.

Ilość zamówień, którym musiał sprostać, trzymała Tuwima w Warszawie. O żonę jednak dbał, wysyłał do modnych kurortów. I od pierwszego dnia rozstania – „słomiany wdowiec” – zasypywał ją listami. Listy te nadal stylizował jak wiersze, teraz częściej zgodnie z manierą „szalonych lat 20-tych”, rejestrując przy okazji nowinki cywilizacyjne epoki. Moje szczęście na urlopie – zatytułował list wysłany do Krynicy, do pensjonatu Szczerbiec, jakby to wiersz był. Inny nazwał Odezwą i podpisał: „CKOWM”, co miało oznaczać: „Centralny Komitet Obrony Wierności Małżeńskiej”. I on spoczywa w magazynach Działu Rękopisów Muzeum Literatury.

Powrót poety do kraju. Państwo Tuwimowie w porcie w Gdyni 7 czerwca 1946

O Archiwum poety przekazanym przez Stefanię Tuwimową po śmierci męża do Muzeum Literatury napiszę niebawem.

Barbara Riss

Ilustracje: reprodukcje obiektów ze zbiorów Biblioteki, Działu Dokumentacji i Działu Sztuki Muzeum Literatury (skany – E. Tomasik, G. Ryfka).


Dodaj komentarz:

Przed dodaniem komentarza prosimy o przepisanie słów z obrazka (zabezpieczenie przed spamem).

 
Copyright © 2010-2017 Muzeum Literatury | Cennik | Cookies | Logotyp ML | Przetargi i zamówienia publiczne | BIP