„Dotknięcie pamięci”. Opowieść o poecie. Archiwum Władysława Sebyły w zbiorach Muzeum Literatury
Oddział: , Dodano: 10 stycznia 2013

O archiwum Władysława Sebyły w zbiorach Muzeum Literatury pisze Małgorzata Wichowska. Tekst ukazał się w katalogu towarzyszącym wystawie Władysław Sebyła. Nokturn†1940.

Archiwum autora Koncertu egotycznego jest wyjątkowe – ocalało prawie w całości. Spuścizna twórców okresu międzywojennego i pokolenia wojennego pozostała często tylko we fragmentach, strzępach, które ujawniają się czasami po latach, zyskując niekiedy znaczenie swoistych artefaktów. Archiwum Sebyły od chwili jego odejścia na front 28 sierpnia 1939 roku było przechowywane, porządkowane, komentowane, słowem – otoczone jak najtroskliwszą i rozumną opieką jego żony, Sabiny Sebyłowej, w mieszkaniu przy ulicy Brzeskiej na warszawskiej Pradze, szczęśliwie ocalałym w czasie wojny (okres ten przywołują znakomite Notatki z prawobrzeżnej Warszawy autorstwa S. Sebyłowej, Warszawa 1985). Ostatecznie, począwszy od późnych lat 60. ubiegłego wieku, żona Poety przekazywała kolejne partie archiwum do zbiorów Muzeum Literatury. Po jej śmierci w 1980 roku wysiłek ten kontynuował syn Witold. Były to najbardziej osobiste pamiątki, z którymi zapewne najbliższa rodzina długo nie potrafiła się rozstać. W zbiorach Muzeum znajdują się prawie wszystkie rękopisy utworów poetyckich, w tym przekładów, tekstów dramatycznych, artykułów i recenzji Sebyły, jego listy i obszerna korespondencja, dokumenty, bogaty zbiór fotografii rodzinnych, wreszcie, mające ścisły związek z warsztatem i działalnością literacką poety – utwory z teki redakcyjnej „Kwadrygi” oraz papiery samej Sabiny Sebyłowej. Cały zgromadzony zespół został opracowany i objęty naukowym katalogiem opublikowanym w Katalogu rękopisów Muzeum Literatury. Tom II. Poezja polska XX w. (Warszawa 2002). Sygnatury 880-918. Suchy zapis techniczny – bezcenne źródło biograficzne i dokument drogi poetyckiej, pozwalające wniknąć w konteksty twórczości i świat poety, męża i ojca. „Dotknięcie pamięci”. Tak nazywała i wyróżniała autorka Notatek… partie swoich wspomnień, w których przytaczała fragmenty utworów z archiwum zaginionego męża, kiedy odrywała się od zapisów bieżącej, okupacyjnej rzeczywistości, by przywołując tamte zapisy, dać świadectwo najintymniejsze – tęsknoty i wierności. To dojmujące odczucie „dotknięć pamięci” towarzyszy w próbie opisu archiwum poety.

Sięgamy do najwcześniejszych tekstów: utworu siedmioletniego Władysława – starannie wykaligrafowanego wiersza pt. „Przygody po pensji”, ozdobionego kolorową akwarelką świadczącą już o uzdolnieniach i zamiłowaniach malarskich; do młodzieńczych prób poetyckich niewolnych od młodopolskich manieryzmów (choćby „Preludium deszczowe”), do intrygującej, wizyjnej prozy poetyckiej – „Opowieści o Stalowookim”, „Eros i Psyche”, dramatu „Bunt ludzi”. To teksty, które wciąż czekają na wnikliwych edytorów, zwłaszcza, że są zapowiedzią dojrzałej świadomości: w „Opowieści…” dwudziestoletni poeta pisał:

Przestałem się bać tajemnicy, bo jest spokojna i wabiąca. Wiem, że jest taka. Nie boję się jej teraz i idę zawsze na spotkanie, drżący nie ze strachu, a z chęci poznania. Bo wiem, że kiedyś sama odchyli swój płaszcz i weźmie mnie w mrok […].

Wreszcie – rękopisy dojrzałych utworów: brudnopisy redakcji i czystopisy (starannie wykaligrafowane teksty są znakiem jego ostatecznych efektów pracy poetyckiej) wierszy z kolejnych tomików: Pieśni szczurołapa (Warszawa 1930), Koncert egotyczny (Warszawa 1934) i Obrazy myśli (Warszawa 1938). Trzy niewielkie tomiki stanowiące plon twórczości w krótkim życiu poety, ale jakaż energia, prawda wewnętrzna i świadomość.

Świadectwem drogi poetyckiej, a przy tym nieocenionym źródłem biograficznym są listy Sebyły do żony, Sabiny z Krawczyńskich, od pierwszego, z Zakopanego 17 VIII 1923 r. do ostatnich – z ćwiczeń wojskowych w maju 1939 roku i z pobytu w Gdyni, gdzie w sierpniu 1939 miał swój ostatni wieczór autorski. Nie znamy losów listu pożegnalnego, zostawionego w domu 28 sierpnia, ani kart pocztowych wysłanych z obozu w Starobielsku 29 listopada 1939 i 9 marca 1940 roku. Ostatnim znakiem jest numer poety na liście wywozowej więźniów sporządzonej przez NKWD (odtajnionej po 1990 r.) – 3168.

Listy pisane gęsto równym pismem, w odstępach kilkudniowych (a czasem codziennie) z pierwszych lat narzeczeństwa, kiedy jako prelegent Ligi Obrony Przeciwlotniczej jeździł do sennych, prowincjonalnych miejscowości, aby zarobić na wydanie debiutanckiego tomu wierszy i notował:

Sobkowstwo – straszne, ludzie wolą siedzieć wieczorem przed domem niż iść coś zobaczyć, niczym się nie interesują. […] Wczoraj, ponieważ to był pierwszy, wszystkie restauracje pełne były urzędników, nauczycieli, lecz na odczyt przyszło tylko trochę samej tylko tutejszej elity, trochę młodzieży, a z szerszych sfer – nikt.
(2. VI. 1924)

Listy z czasu służby wojskowej w Szkole Podchorążych Piechoty w Katowicach i Krakowie 1927-1928, w których dawał wyraz odczuciom zniewolenia bezdusznym drylem:

Powiedz mi, jak przestać myśleć, bo to jest konieczne. Muszę przestać myśleć, rozumiesz? Myślę, że za jakiś miesiąc zobojętnieję. […] To nie są warunki, które można znieść z rezygnacją. Rozumiem jako karę, ale jako obowiązek – nie… będę się chyba buntował przez cały czas pobytu w wojsku i znienawidzę armię i militaryzm w ogóle jeszcze gorzej, niż dotąd nienawidziłem.

Pisze wówczas i posyła subtelne wiersze miłosne dla narzeczonej: pierwszy napisany w wojsku – „Zagubiony krajobraz” i ten ostatni – inc. „Ociekają miodem lipy w alejach”, oraz przekłady wierszy Jesienina: „Chuligan” i „Pieśń o chlebie” (w archiwum jest duża partia tłumaczeń Sebyły, w tym bardzo cenione: „Bajka o rybaku i rybce” i „Bajka o królu Sałtanie” Aleksandra Puszkina). Ciągle też dopytuje o aktualne wydarzenia literackie, sprawy przyjaciół, interesuje się „Kwadrygą”, która stała się pod jego redakcją (od października 1929) pismem literackim o wysokim poziomie.

W listach do żony po narodzinach Witolda, zwanego po domowemu Maciusiem, troska o rodzinę przeplata się z niepokojem przed zbliżającym się wieczorem autorskim „Kwadrygi”. Obszerne relacje z podróży, dzięki stypendium Funduszu Kultury Narodowej w 1931 r. – do Włoch, gdzie spędza czas w kościołach, galeriach i muzeach, z których przywozi m.in. reprodukcje fragmentów „Sądu Ostatecznego” Luki Signorellego z katedry w Orvieto; listy z Paryża, gdzie wpada w tarapaty finansowe, niepokoi się o przyszłość rodziny, pisze „Elegię dla synka”. I pracuje nad dużą formą –

[…] choć wiersz idzie mi okropnie trudno, bo wszelkie rymowanie wydaje mi się banałem; męczę się nad znalezieniem formy lepszej i czystszej niż ta, którą się posługiwałem dotychczas […]. Poemat ma się nazywać „Młyn” […] będzie poświęcony Tobie […], teraz bardzo mocno ulegam impulsom i wiele rzeczy robię po prostu pod przymusem wewnętrznym. Czekam długo, aż wszystko wyklaruje się wewnątrz całkiem wyraźnie, i dopiero zmuszony, piszę.
(10.VII. 1931)

To wyraźny trop do zrozumienia istoty wyobraźni poety, u której podstaw tkwiła niewątpliwie szczerość krajobrazów przeżyć.

Takie i podobne w opisie konteksty twórczości Sebyły są istotnym wątkiem wspomnień żony poety, która od 1929 roku prowadziła zapiski dziennikowe. Ich literackim efektem stała się proza wspomnieniowa o Władysławie i kwadrygantach, obejmująca lata 1929-1939 i pisana w formie pamiętnika dla syna od chwili jego urodzenia (w druku pt. Okładka z pegazem, Warszawa 1960), dziennik-rekonstrukcja okresu okupacji „Muzyka.. głosy… odgłosy… cisza. Aneks” (wykorzystany w Notatkach z prawobrzeżnej Warszawy) oraz kilka innych prac. W Okładce… przywołuje na przykład takie oto obrazy:

Wiersze objęte tomem „Modlitwa” Władysław pisał w prowizorycznym domu akademickim, tak zwanych koszarach Blocha, mieszczących się w alei Trzeciego Maja. […]skonstruował nad sobą, na łóżku, coś niby namiot z koca i w tym azylum pisał wiersze.

I dalej:

„Poeci”, wiersz pisany podczas ciężkiej zimy z 1928 na 1929 nocą, w wyniku najfantastyczniejszych i realnych rozmów oraz dyskusji w tak gęstym dymie z papierosów, że twarz Władysława, siedzącego naprzeciw przy stole, trudno było rozeznać.

Jego rękopisy są stosunkowo mało kreślone. Zdarza się, że zaledwie usiądzie przy biurku, natychmiast pisze. Kiedy indziej siedzi przy nim godzinami i jakby machinalnie kreśli coś, co w mowie nazywałoby się nieartykułowane, choć w liniach ma to harmonię. Czasem rysuje. Nieraz obok rysunku powstaje wiersz. Zdarza się, że nie od razu cały. W czwartej strofie, na przykład, brakuje trzeciej linii. Luka trwa tygodniami.

Nieocenione uwagi związane z warsztatem twórczym, bez próby ingerencji w obszar stanów wewnętrznych:

To hermetycznie zamknięta, wyłączna jego własność. […] Nie pytałam go dotychczas, czego poszukuje w samotności. Może niesłusznie „w samotności”, przecież ze skrzypcami i fortepianem.

Sebyła był od dzieciństwa wielostronnie utalentowany artystycznie. Przez całe życie towarzyszyła mu muzyka – grał na skrzypcach (uczył go już ojciec), komponował (nie zachowały się żadne jego utwory), przygotowywał koncert dla radia („Mity” Szymanowskiego). Był melomanem, podobnie jak żona. Młyny słyszał jako sonatę, w podtytule: „nieludzką” – to dopowiedzenie Sabiny, na które się zgodził.

Jego próby malarskie także mają swe źródło w dzieciństwie i wpływie ojca; rysował i malował portrety i pejzaże, znane dziś głównie z fotografii. W zbiorach Muzeum Literatury znajdują się jego autoportrety (olej i rysunki), na odwrocie jednego z nich – portret synka, Maciusia. Wzruszająca więź z synem – jakkolwiek nie wymaga tłumaczenia, zyskuje szczególny wyraz, jeśli przypomnimy sobie, że poeta sam został wcześnie osierocony przez matkę. Fotografie trojga – ogromny zbiór w większości autorstwa Władysława i Sabiny Sebyłów (z wyjątkiem m.in. pięknych starych fotografii rodzinnych) potwierdzają czułe i mocne więzi między rodzicami i synkiem.

Powojenne prace Sabiny Sebyłowej przekazane i przechowywane w Muzeum, jej „dotknięcia pamięci”, to cierpliwie i wytrwale zapisywane, wzruszające w swej estetyce wspomnieniowe albumy z wklejanymi fotografiami, pamiątkami wspólnych przeżyć, przywołujące historie rodzinne, literackie, koloryt Warszawy z Ziemiańską i Pragi z odgłosami Brzeskiej. Są też świadectwem jej literackiego talentu z wyczuleniem na drobiazg i wartość anegdoty, niezwykle cennym w kreśleniu portretów kwadrygantów i zaprzyjaźnionych twórców, doskonale jej znanych – redakcja pisma mieściła się wszak przez pewien czas w pokoiku naczelnego redaktora w mieszkaniu Sebyłów:

Jeżeli nadmiar odwiedzających nie mieści się na tapczanie, fotelu, krześle, krawędzi biurka, tudzież piecyku gazowym, siadają na podłodze, na dywanie.

Warto tu przywołać choćby kilka postaci sportretowanych przez żonę Sebyły – Józefa Czechowicza, Stanisława Ryszarda Dobrowolskiego, Stefana Flukowskiego, Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, który po jednej z wizyt pozostawi „list otwarty do redaktora prześwietnego czasopisma […] w sprawie nieustannych pijaństw nocnych, które jakoby w jego mieszkaniu ku ogólnemu zgorszeniu się odbywają”, Światopełka Karpińskiego, Bolesława Micińskiego, Mariana Piechala, Stanisława Marię Salińskiego, Włodzimierza Słobodnika, Lucjana Szenwalda, Zbigniewa Uniłowskiego. Z autorem „Wspólnego pokoju” poeta spędzał wakacje w Zakopanem, gdzie poznał Karola Szymanowskiego, któremu poświęci wiersz „Zmarły”; „Źródło Aretuzy” Szymanowskiego pozostanie ulubioną kompozycją Sebyłów.

Obraz kręgu „Kwadrygi” w pamięci Sabiny dopełnia szczególny fragment archiwum poety: utwory z teki redakcyjnej, często jedyne ocalałe przedwojenne rękopisy zarówno kwadrygantów, jak i poetów starających się o druk w cenionym piśmie (m.in. żagarystów: Teodora Bujnickiego, Jerzego Zagórskiego, Czesława Miłosza, który wiele lat później nazwie autora utworu I znowu tupot nóg sołdackich twórcą „ostatniego wiersza epoki”). Sebyła był cenionym krytykiem literackim. O pozycji poety uhonorowanego Złotym Wawrzynem Akademickim Polskiej Akademii Literatury w 1938, świadczy też dokumentacja jego pracy w Instytucie Popierania Polskiej Twórczości Literackiej w latach 1934-1938. Jego publicystyka przeznaczona m.in. do „Pionu” i recenzje poetyckie dla Polskiego Radia, gdzie prowadził autorski „Kwadrans poetycki”, teksty rozproszone i nigdy niepublikowane, są dziś odczytywane przez wnikliwych czytelników archiwum jako możliwość rekonstrukcji świadomości estetycznej autora Obrazów myśli, źródeł poezji, zapatrywań na jej rolę.

Choć pojawiają się już efekty naukowych studiów nad archiwum Władysława Sebyły (prace młodych polonistów prezentowane na skromnej, zbyt skromnej konferencji poświęconej poecie w 2012 roku na Uniwersytecie Warszawskim), stanowi ono – zarówno w swej warstwie literackiej, jak i dokumentarnej – ciągle nie dość wyzyskane, a przecież nieocenione świadectwo drogi twórczej poety skazanego na milczenie, a więc zapomnienie.

Zbiór ten pozostaje częścią kodu pamięci, który stanowi o naszej tożsamości, także – świadectwem niezwykłych więzi w planie prywatnym, bo kiedy:

Oberwał się strop niebieski i runął nam na głowy.
A gwiazdy sypią się białe, niebieskie i różowe.
Słowa padają jak płaskie, wciśnięte stopą łopaty,
Wzruszają glebę i budzą w nas nowe, nie znane światy.
Nakryło nas niebo niemych, zdziwionych głębokim namiotem,
Związaniśmy tym, co było, i tym, co będzie potem.
Karmimy się, sycimy – codziennych myśli chlebem
I nie wiemy, czy jest ktokolwiek prócz nas pod sinym niebem.

To tekst dedykacji poety dla żony, wyrwanej przez nią z tomu Modlitwa, którą wraz z Obrazami myśli i fotografią trojga miała w walizce przygotowanej na wypadek opuszczania mieszkania w czasie nalotów we wrześniu 1939. (cyt. za: Notatki z prawobrzeżnej Warszawy).

Tych kilka słów o archiwum Władysława Sebyły zostało napisane także z myślą o poecie Lechu Piwowarze, współwięźniu obozu w Starobielsku, zamordowanym pod Charkowem. Skromny fragment jego archiwum przedwojennego także znajduje się w zbiorach Muzeum Literatury. Cudem ocalała garstka wierszy napisanych w obozie.

Małgorzata Wichowska

Patrz też: katalog wystawy – więcej

Słowa kluczowe: ,

Komentarze
  • gg 17 stycznia 2013

    Świetny tekst. Mnóstwo informacji nie tylko o mało znanym poecie, ale i o muzealnym archiwum – połączonych w jedną, ciekawą opowieść. Zasługujący na nieco więcej reakcji od kliknięcia „Lubię to!”. Obawiam się, że niebawem doczekamy się zgonu gatunku recenzji, a krytycy literatury, sztuki i filmu będą po prostu klikać „lubię – nie lubię”, co oczywiście doprowadzi do zaniku zawodu recenzenta i krytyka, boć klikać każdy może.

  • Dodaj komentarz:

    Przed dodaniem komentarza prosimy o przepisanie słów z obrazka (zabezpieczenie przed spamem).

     
    Copyright © 2010-2017 Muzeum Literatury | Cennik | Cookies | Logotyp ML | Przetargi i zamówienia publiczne | BIP